Play-u musisz!

Najlepsze

Firma taka jak nasza (pewnie każda) nie może działać bez kupowania różnych usług. Przy robieniu gier mamy sporo potrzeb związanych z nowymi mediami, a najoczywistszą z nich są telefony komórkowe i dostęp do internetu. My w tym zakresie od 2010 roku jesteśmy klientem sieci Play.

Różne rzeczy się mówi o Playu, ale my byliśmy zadowoleni. Zasięg własny głównie w dużych miastach? Bitch, please...robimy gry miejskie. Obsługa klienta była zawsze szybka i bezproblemowa. System zarządzania numerami Play24 ułatwiał nam pracę długo przed tym zanim konkurencja się w tej sprawie ogarnęła. No i last but not least: zasięg w metrze. Było tak pięknie...

Jednak ostatnio trochę się między nami popsuło. I zastanawiam się czy to nie jest kwestia skali. Może klientów zrobiło się tak dużo, że prym zaczęły grać coraz sztywniejsze mechanizmy działania? Znacie to na pewno: ktoś zaznaczył jakies pole w formularzu B26 i żadna procedura nie przewiduje odhaczenia go... a było to tak:

W 2012 roku na jednym z jakichś numerów postało zadłużenie, z naszej winy, ale też nie wypieraliśmy się go. Spłaciliśmy to zadłużenie jednym przelewem i zlikwidowaliśmy ten numer. Sprawa wydawała się załatwiona.

W 2013 roku z satysfakcją dla obu stron przedłużyliśmy umowę na wszystkie numery i dokonaliśmy konsolidacji usług, bo wcześniej były zawierane osobno. W kwietniu tego roku odezwał się do nas konsultant w celu podpisania nowych umów. Poczułem się jak Rockefeller. Oferta była naprawdę fajna, zdecydowaliśmy się na zakup dodatkowych usług i rozszerzenie naszej "floty" o dwa dodatkowe numery. Wszystko było bardzo pięknie, aż tu nagle....ZONK...odmowa podpisania umowy ze względu na należność sprzedaną do windykacji...WTF??

Okazało się, że nasza wpłata została prawdopodobnie źle zaksięgowana, bo po wyprostowaniu wszystkich rzeczy otrzymaliśmy informację, że wprawdzie nasza należność została sprzedana do windykacji, ale za to znalazła się (!) nadpłata o wartości równej naszej wpłacie z 2012 roku. Nasze wyjaśnienie trafiały w próżnię i jedyne co nam zaproponowano, to podpisanie umowy po uprzednim wpłaceniu kaucji aby "odzyskać wiarygodność". Jako płacący rzetelnie wszystkie zobowiązania poczuliśmy się trochę jakby ktoś nas spoliczkował, ale pomyśleliśmy sobie: dobra nie ma co się honorem unosić, ważne żeby sprawę załatwić. Niestety ostatecznie i tutaj otrzymaliśmy odmowę. W akcie rozpaczy spłaciliśmy tę należność w firmie windykacyjnej (po raz drugi) i otrzymaliśmy potwierdzenie spłaty. Pal sześć te 200 zł odsetek. Napisałem ładne pismo wyjaśniające całą sprawę...droga wydawała się jasna i prosta...

Niestety okazała się także drogą przez pustynię. Nikogo tu nie ma. Od 3 miesięcy nikt nie raczył odpowiedzieć na nasze pismo, podjąć jakiejś decyzji. Próbowaliśmy przez Play24, przez konsultanta handlowego i w salonie oraz w rozpaczy poprzez prywatne znajomości. Nic, null, dupa. Żadnej odpowiedzi. Dziś zatem właśnie pomyślałem: Teraz albo nigdy. Idę i nie wyjdę dopóki nie będzie jakiejś decyzji. Nie miałem wprawdzie ze sobą dokumentów spółki ale pomyślałem, że skoro od 5 lat w zasadzie tylko ja załatwiam z nimi sprawy i już dwukrotnie te dokumenty zanosiłem, to może je mają...

Jakież było moje zdziwienie kiedy po przedstawieniu sprawy (sami widzicie, że to trochę trwa) pani oznajmiła mi, że w systemie ma tylko drugiego wspólnika. Na nic zdały się moje żale, że przecież akurat kontaktami z nimi ja się zajmowałem. Wszystkie umowy ja podpisywałem, a ostatnio to nawet w tym samym salonie. Pan tylko podniósł brew i rzekł: Ale czy Pan na pewno jest upoważniony???

A zatem jutro w samo południe uzbrojony w umowę spółki i wszelkie potrzebne dokumenty, z dowodem osobistym w jednej ręce i pieczątką firmową w drugiej stawiam się Playu w salonie w warszawskim CH Arkadia i mam nadzieję, że dostąpisz mi pola. Jeżeli nie...to cóż, będzie to nasze smutne pożegnanie. Będziesz czekał? Musisz, Playu.